To był piękny wieczór - ta opinia jest chyba najlepszym podsumowaniem trzeciego Sierpniowego Niedzielnego Koncertu.
19. sierpnia grupa "Maes-Trio" zabrała nas w podróż po przedwojennych szlagierach polskiej muzyki rozrywkowej.

Tak, jak tydzień temu pogoda nie pozwoliła, aby koncert odbył się na dziedzińcu Miejskiego Domu Kultury. I tym razem imprezę przeniesiono do sali koncertowej.


Wśród publiczności zasiedli proboszczowie andrychowskich parafii, które są współorganizatorami koncertów sierpniowych.

Podobnie jak drugi koncert, i to spotkanie rozpoczęło się od występu Justyny Kryjak z grupy teatralnej "Na marginesie".
Prawdę recytowała Justyna, oj, prawdę...
Garniemy się do muzyki,
muzyka to jest nasz festyn,
kochamy trąbki i smyki,
obój, klarnet i klawesyn.
Jest w domu lichtarz nieduży
z wysoką świecą szkarłatną;
ona do koncertów służy,
do dźwięku dodaje światło
Ty ją zapalasz w godzinie
muzycznej i płomyk świeci
w chwili, gdy z głośnika płynie
Koncert Brandenburski Trzeci.
Radość jak poważny taniec
przesuwa swój cień na ścianach
I pada świecy pełganie
na twarzy Jana Sebastiana
Lipski kantor bardzo mile
uśmiecha się zza oszklenia.
Chciałbym wszystkie takie chwile
ocalić od zapomnienia.
Konstanty Ildefons Gałczyński
To był wiersz poświęcony muzyce, czas na nią samą...

Dwa pierwsze utwory: "Ave Maria" J. S. Bacha oraz "Łabędź" C. Saint-Saëns "Maes-Trio" zagrało specjalnie ku pamięci Jana Pawła II.

Brawa dla muzyków i jeszcze Kogoś, kto wciąż jest z nami. I zawsze będzie.

Czas na oficjalne powitanie słuchaczy i muzyków. Tym razem ten honor przypadł Magdalenie Ficek z MDK.

Jak już napisaliśmy, "Maes-Trio" do Andrychowa przyjechało z programem opartym o przedwojenne szlagiery. Na ponad godzinę przenieśliśmy się do Warszawy lat dwudziestych i trzydziestych a konkretnie do kabaretu "Qui Pro Quo".
To były cudowne czasy dla polskiej kultury...

Jak cudowne, można było przekonać się m.in. podczas niedzielnego koncertu. Mięło tyle lat, tyle pokoleń a większość z prezentowanych piosenek wciąż gra w naszych sercach, wciąż jest na naszych ustach...
Pora przedstawić muzyków, którzy zabrali nas w tę przepiękną muzyczną podróż.
Dla andrychowian zagrali:

MARZENA MIKUŁA-DRABEK - pianistka, kompozytorka, aranżerka, kierownik muzyczny Teatru Nowego w Zabrzu, laureatka Złotej Maski za aranżacje ballad Bułata Okudżawy.
Studia pianistyczne w Akademii Muzycznej w Katowicach Pani Marzena zakończyła wykonaniem koncertu M. Ravela z Filharmonią Śląską w Katowicach. Koncertowała na południu Francji z orkiestrą Konserwatorium Paryskiego, jako akompaniator brała udział w Konkursie Muzycznym w Genewie. Już w czasie studiów rozpoczęła współpracę z teatrami katowickimi - "Śląskim" i "Rozmaitości". Od 1974 roku związana jest z Teatrem Nowym w Zabrzu, dla którego powstały jej pierwsze kompozycje. Jest autorką muzyki do ponad 40 sztuk. Spektakle z muzyką Marzeny Mikuły-Drabek zrealizowały także inne teatry, m.in. w: Sosnowcu, Kielcach, Zielonej Górze, Tarnowie.

JACEK GROS - pierwszy skrzypek, solista orkiestry Teatru Rozrywki
w Chorzowie, odtwórca tytułowej postaci w "Skrzypku na dachu".
W swoim dorobku artystycznym posiada kilka nagrań płytowych, m.in. "Ordonka" i "Krzyk".

DARIUSZ KASPEREK - związany z teatrami śląskimi, jedyny w Polsce klarnecista, który otrzymał Złotą Płytę (za wykonanie partii solowych
w albumie Kałudi Kałudowa "Canzonetta"), w dorobku posiada kilkanaście płyt, współpracuje m.in. z Filharmonią Śląską i NOSPR-em.

Podczas andrychowskiego koncertu Pani Marzena nie tylko pięknie grała, ale w ten sam sposób opowiadała o twórcach szlagierów prezentowanych naszej publiczności.
A jest o kim opowiadać... "Qui Pro Quo" to bowiem jeden z tych polskich kabaretów, w którym tworzyli najsłynniejsi artyści.
Tak więc przenieśmy się do przedwojennej Warszawy

Jedną ze sław, która zgodziła się pracować dla "Qui Pro Quo" był Andrzej Włast - poeta, librecista i autor ponad 2000 piosenek. Tworzył nie tylko dla "Qui Pro Quo", ale i innych przedwojennych kabaretów, m.in. "Bi-Ba-Bo" i "Czarny Kot". A. Włast zginął w getcie w 1942 lub 1943 roku.
Podczas koncertu usłyszeliśmy instrumentalne wykonanie kilku niezwykle popularnych piosenek, do których A. Włast napisał tekst. Były to: "Jesienne róże", "Czy Pani mieszka sama?", "Mój miły, nie namawiaj", "Pragnę Twoją być", "Szkoda Twoich łez, dziewczyno".
Cudnie się zaczęło, tak też było dalej...

Wszystko za sprawą kolejnego twórcy, którego utwory zagrało nam "Maes-Trio". A był nim nie, kto inny jak Marian Hemar.
Jeden z najsłynniejszych polskich poetów i satyryków urodził się w 1901 roku we Lwowie w rodzinie polskich Żydów. Był kuzynem Stanisława Lema (jego matka i ojciec S. Lema byli rodzeństwem).
Satyrą M. Hemar pałał się już na studiach. Po ich ukończeniu wyjechał na trzy miesiące do Włoch, skąd pisał korespondencje do Gazety Porannej. Brał udział w walkach o Lwów (po polskiej stronie) w latach 1918-1920. W 1925 M. Hemar przeprowadził się do Warszawy i rozpoczął współpracę z kabaretem "Qui Pro Quo". Na początku bardzo mu pomogli: Mira Zimińska i Julian Tuwim. Z M. Zimińską Hemar przyjaźnił się aż do śmierci. Dla Tuwima miał ogromny szacunek, który w latach pięćdziesiątych zmienił się jednak w niechęć. Nie mógł wybaczyć Tuwimowi powrotu do Polski z emigracji.
Sam Hemar na początku wojny przedostał się do Rumunii. W latach 1940-1941 walczył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich w Palestynie i w Egipcie. Na początku 1942 został przeniesiony do Londynu i przydzielony do Ministerstwa Informacji i Dokumentacji, w którym zwalczał m.in. kłamstwa propagandy niemieckiej, ale także angielskiej.
Po wojnie M. Hemar pozostał w Londynie. Prowadził m.in. teatrzyk polski w klubie emigrantów a także jednoosobowy Teatr Hemara - cotygodniowy kabaret radiowy na antenie Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Zmarł w 1972 roku.
M. Hemar był autorem ponad 3000 popularnych piosenek, do których sam komponował muzykę, setek wierszy, kilkanastu sztuk i słuchowisk radiowych. Miał dwie wielkie miłości: Polskę i Lwów. Jednak swoje serce często oddawał też kobietom. Przez jedną ze swych ukochanych próbował nawet popełnić samobójstwo.
Za sprawą "Maes-Trio" przypomnieliśmy sobie pięć z niezliczonych szlagierów M. Hemara: "Moje serce zostało we Lwowie", "Mały gigolo", "Bo najlepiej jest kochać we dwoje", "Nie będziesz Ty, to będzie inna", "Wspomnij mnie".

Cudowne instrumentalne wykonanie utworów M. Hemara czas czymś uzupełnić. Tak więc muzycy grają a publiczność śpiewa "Kiedy znów zakwitną białe bzy".

A tu już nucimy "Odrobinę szczęścia w miłości" autorstwa Juliana Tuwima...

... kolejnego artysty, którego piosenki przypomnieliśmy sobie podczas niedzielnego wieczoru. Tuwim był jednym z dwóch twórców (obok M. Hemara), z którymi dyrekcja kabaretu "Qui Pro Quo" podpisała umowę na wyłączność. W latach 1919-1931 jeden z najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego, współzałożyciel grupy literackiej "Skamander" pisał dla artystów związanych z tą instytucją.
Z tego okresu pochodziły teksty utworów, które zaprezentowało nam "Maes-Trio". Były to: "Nasza jest noc" oraz "Słomiany wdowiec".

Z kabaretem "Qui pro Quo" współpracował też Henryk Wars, postać niezwykle barwna. Polski kompozytor urodził się w Warszawie w 1902 roku. Pochodził z rodziny uzdolnionej muzycznie. Jego starsza siostra Józefina była solistką mediolańskiej La Scali. Młodsza, Paulina, pianistką. Zanim Wars na dobre oddał się muzyce, studiował na Akademii Sztuk Pięknych.
W 1920 dobrowolnie wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Po jej zakończeniu zmienił studia - zapisał się do Konserwatorium Warszawskiego, biorąc lekcje pod kierunkiem samego Karola Szymanowskiego. W okresie międzywojennym H. Wars oprawiał muzycznie występy kabaretowe i widowiska muzyczne. Większość swej energii poświęcał jednak na tworzenie muzyki filmowej, do 1939 roku ilustrując około 50 obrazów.
Na początku wojny kompozytor walczył w Armii Polskiej. Dostał się do niewoli. Udało mu się zbiec. Dotarł do Lwowa okupowanego już wtedy przez Sowietów. We Lwowie zgromadził wokół siebie grupę artystów. Ze starych przyjaciół był Eugeniusz Bodo i Kazimierz Krukowski. Jego zespół obejmował obok muzyków, także śpiewaków i tancerzy. Jako muzyk był pod specjalną ochroną i nie groziła mu zsyłka. Co więcej, dzięki znajomościom udało mu się wydostać rodzinę z warszawskiego getta. Gdy Niemcy zaatakowały ZSRR gen. Anders przygarnął zespół Warsa do nowo tworzonej Armii Polskiej. Po wojnie kompozytor zdecydował się nie wracać do kraju. Osiadł w USA, gdzie tworzył muzykę filmową. Współpracował z największymi studiami Hollywood (Columbia, Universal, 20-Century Fox, MGM, United
Artist).
H. Wars jest autorem takich przedwojennych szlagierów, jak m.in.: "Umówiłem się z nią na dziewiątą", "Już taki jestem zimny drań", "Sex appeal", "Tylko we Lwowie", "Miłość ci wszystko wybaczy".
"Maes-Trio" zagrało dla nas: "Pamiętam Twoje oczy", Sex appeal", "Zakochany złodziej", " Dziecię mnie", "A ile mi dasz".

Zaprezentowaliśmy autorów tekstów i kompozytorów kabaretu "Qui pro Quo", poświęćmy nieco czasu innym artystom związanym z tą instytucją. Męskimi filarami kabaretu byli: Adolf Dymsza oraz Eugeniusz Bodo.
A. Dymsza urodził się w 1900 roku w Warszawie. W latach 1918-1920 występował w teatrach: Warszawy, Grodna i Mińska. Potem powrócił do stolicy. Początkowo był bez stałego angażu. Po występach w latach 1925-1931 w kabarecie "Qui Pro Quo" zdobył popularność i stał się znanym aktorem rewiowym. Lata okupacji spędził w Warszawie, grając w jawnych teatrach wbrew zakazowi konspiracyjnego ZASP-u. Z tego powodu po wojnie przez sąd koleżeński ZASP został ukarany zakazem grania w Warszawie, musiał przekazywać część honorariów na Dom Aktora w Skolimowie. Przez pewien czas jego nazwisko na afiszach było zastępowane trzema gwiazdkami. Dymsza przeniósł się więc do Łodzi, gdzie występował w tamtejszym Teatrze Syrena, a w latach 1948-1951 w Teatrze Powszechnym.
W 1951 powrócił do Warszawy i aż do emerytury w roku 1973 był aktorem Teatru Syrena. Starość spędził w Domu Opieki Społecznej w Górze Kalwarii.
Eugeniusz Bodo urodził się w 1899 roku, najprawdopodobniej w Genewie. Jego tata był Szwajcarem i Bodo przez całe życie zachował obywatelstwo tego kraju. O jego młodości wiadomo niewiele. W 1917 zaczął występować jako pieśniarz i tancerz na scenach rewiowych, początkowo w Poznaniu, a od 1919 w Warszawie. W 1925 roku Bodo zadebiutował w filmie. Od tego momentu rozpoczęła się jego ogromna popularność. Grał role amantów, tragiczne, komediowe i w filmach muzycznych. Tuż przed wybuchem wojny zaczął pisać scenariusze i reżyserować filmy. Był producentem i jednym ze współwłaścicieli (od 1931 r.) wytwórni filmowej B.W.B.. Po wkroczeniu Niemców do Polski uciekł do Lwowa. Został konferansjerem i występował w teatrze Henryka Warsa. Po powrocie z jednego z tournée po ZSRR, postanowił wyemigrować do
USA. Nie zdążył. Według jednych świadków po agresji III Rzeszy na ZSRR został aresztowany przez patrol NKWD na ulicach Lwowa, a według innych relacji NKWD aresztowało go w domu. Pojawiają się ślady, że przebywał w więzieniu w Ufie i Moskwie. O jego uwolnienie starała się ambasada polska. Jednak władze sowieckie nie wyraziły na to zgody, ze względu na szwajcarskie obywatelstwo Bodo. Z Moskwy odtransportowano go do łagru, w którym zmarł w 1943 roku w z wycieńczenia i głodu. Po wojnie propaganda komunistyczna utrzymywała, że Bodo został rozstrzelany przez Niemców po ich wkroczeniu do Lwowa.
E. Bodo był jednym z najpopularniejszych polskich aktorów okresu międzywojennego. Śpiewane przez niego w filmach piosenki stawały się przebojami. Trzy z nich: "Czy Ty wiesz, moja mała", "Całuję Twoją dłoń, madame" oraz "Umówiłem się z nią na dziewiątą" usłyszeliśmy podczas andrychowskiego koncertu "Maes-Trio".

I znów w czasie koncertu pierwsze skrzypce (jeśli możemy się tak wyrazić:)) gra publiczność. Tym razem za namową Pani Marzeny zaśpiewała "Umówiłem się z nią..."
Oj, niejednemu słuchaczowi łza zakręciła się w oku...

Teraz czas na trzy utwory z niezliczonych programów przygotowanych przez zespół "Qui pro Quo", a mianowicie: "Zgaś lampę", "Czy pani Marta jest grzechu warta" i "Rafałek".
Pani Marzena przypomniała też o żeńskich filarach kabaretu, m.in.: Stefci Górskiej, Toli Mankiewiczównej oraz największej sławie "Qui pro Quo" - Hance Ordonównie.
Hanka Ordonówna urodziła się w 1902 roku. Jako dziecko uczęszczała do szkoły baletowej. Zadebiutowała jako szesnastolatka w szkolnym teatrzyku "Sfinks". Występ nie zakończył się sukcesem. Jeden z recenzentów napisał złośliwie, że "kotów i dzieci na scenie pokazywać nie należy". Przyszła gwiazda miała jednak szczęście. Wypatrzyła ją poetka, autorka tekstów piosenek Zofia Bajkowska. Ona zajęła się młodziutką kandydatką na aktorkę. Wykreowanie gwiazdy - Hanki Ordonówny - Warszawa zawdzięcza słynnemu Węgrowi Fryderykowi Jarosy'emu, największej miłości artystki. Gdy ten porzucił ją, długo nie mogła ułożyć sobie życia. Nie pomagała adoracja ze strony mężczyzn. Pomogła dopiero miłość do hrabiego Michała Tyszkiewicza. Po sukcesach w kabarecie "Qui Pro Quo", po filmie
"Szpieg w masce", który ugruntował jej sławę, Hanka postanowiła osiąść w rodzimym majątku męża. Idylla nie trwała długo. Wybuchła II wojna światowa. Hr. Tyszkiewicz został aresztowany w Wilnie, Hankę po miesiącach tułaczki zatrzymało NKWD. Kiedy wyszła z obozu w Uzbekistanie i wraz z II Korpusem Polskim, ruszyła jako opiekunka sierot na Bliski Wschód, była już bardzo chora. W obozowych warunkach odnowiła się przebyta w dzieciństwie gruźlica. Mimo to, śpiewała dla żołnierzy, malowała, pisała. W końcu odnalazła męża. W 1950 roku zmarła w Libanie.
W programie Sierpniowego Niedzielnego Koncertu znalazł się najsłynniejszych przebój wykonywany przez H. Ordonównę - "Miłość Ci wszystko przebaczy".
Już na sam koniec wieczoru "Maes-Trio" zaprezentowało instrumentalne wykonanie dwóch mniej znanych, za to frywolnych:) piosenek z kabaretu "Qui pro Quo": "Koszulka" oraz "Idź Pan spać".

Ach, co to był za koncert. Brawo, brawo...

.. brawo...

... no i rzecz jasna, kwiaty.

A od artystów z "Maes-Trio" podziękowania za wspólny wieczór i ... dwa bisy.
Dziękujemy i my.
Anna Szlagor