Spotkanie z
Wojciechem Cejrowskim
"Klub Podróżnika" Centrum Kultury i Wypoczynku i Koła
PTTK "Chałupa" w poniedziałek, 2 października
2006 o godz. 19.00 zrobił mieszkańcom Andrychowa nie lada
niespodziankę.
Gościa wieczoru zapowiedział Zbigniew Przybyłowicz -
Dyrektor Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie
Panie i Panowie ! ... przed Wami ...

... Wojciech
Cejrowski!

Piszą o nim : Ekscentryk z fantazją i niezwykłym poczuciem humoru,
podróżnik, fotograf, pisarz i publicysta, dziennikarz
radiowy, osobowość telewizyjna, poszukiwacz ginących
plemion Amazonii, który od 20 lat podróżuje w
najdziksze zakątki kuli ziemskiej. Jako trzeci w historii
Polak został przyjęty do Royal Geographical Society
(Królewskie Towarzystwo Geograficzne) w Londynie.

WC występował ze swoim "show" nie tylko w Polsce ale
również Kanadzie, USA oraz Australii, a także w ośrodkach
polonijnych we Francji i Szwajcarii. Cieszy więc nas, że i
w Andrychowie mógł zdzierać mikrofon za mikrofonem,
baterię za baterią :)

Zastanawiałem się, jak zrobić ten fotoreportaż. Czy
zrelacjonować spotkanie po kolei przytaczając dowcipy i
opowiadania "prelegenta" czy raczej powstrzymać się od
tego i próbować wydobyć esencję słów - bo nie był to
wyłącznie "kabaret" lecz swego rodzaju misja, przesłanie
przypominające nam o tym, że na naszych oczach odwieczne
reguły rządzące światem ulegają zachwianiu.
Hmmm - ponieważ to nie ja jestem pisarzem :) zrobię Wam po
prostu skrót myśli jakie WC przekazał nam tego wieczoru.
Po etapie traumatycznych przeżyć dzieciństwa, związanych z
inicjałami jakie mama wyszyła mu na worku (z początku CW -
co było oczywistym błędem na worku) i ostatecznym "WC"
które doprowadziło do sensacji w szkole, oraz w
następstwie tych zdarzeń - bohaterskiej postawy dziadka,
który nauczył małego Wojtka by nigdy nie przepraszał za
nazwisko, poglądy i przekonania i zawsze wysoko trzymał
worek z różowymi, wielkimi inicjałami WC - Wojciech udał
się do liceum.
Dziadek oprócz wspomnianych wcześniej historii nauczył
jeszcze WC szacunku do języka polskiego.
Kolejną osoba próbującą nauczyć Wojtka języka polskiego
(za który zginął jego pradziadek) - był polonista z
liceum, który po wezwaniu ojca WC (będącego hippisem) stał
się w wyniku tej wizyty ulubieńcem licealistów.
Następnie był okres wspomnień studiów oraz cały cykl
opowieści o "studentach dewizowych".
A potem - gra słów, w których Szklarz Urbanek kitował w
podwórzu i zostawił WC w liście pożegnalnym słowa "Ja już
umarłem ale Pan niech kituje dalej", wycieczki do Holandii
i polskie panie lekkich obyczajów które "zrobią to bez
Vatu", wyryte gwoździem w łazience najbardziej
rygorystycznego więzienia w Polsce dla kobiet - "chcesz
mydło - naciśnij klawisza".
Potem początki kariery w show businessie u Wojciecha Manna
Pewnie to trochę chaotycznie brzmi - ale - kto był - ten
zrozumie, a kto nie był - temu nie jestem w stanie opisać
jak miło słucha się opowieści WC, jak pełne są dowcipu i
jak lekkie są w odbiorze.

Ale WC to nie tylko wspomnienia szkolne to także pełne
niebezpieczeństw wyprawy w najskrytsze zakamarki naszego
świata.
To obalanie mitów o ludności zamieszkujących Amazonię, o
kraju gdzie banany to chwasty, gdzie dom buduje się na
wodzie w ciągu kilku dni, a bezdomnym i głodnym jest się
wyłącznie na własne życzenie.
WC to wesoły czterdziestolatek jakże różny od
"Czterdziestolatka" Karwowskiego - urzędnika krążącego
pomiędzy pracą i domem.
Kilkadziesiąt wypraw, bogata, wyrazista, bezkompromisowa
osobowość, ogromna pasja tego co robi, sprawia, że dwie
godziny jego opowieści minęło jak przysłowiowy WC
kwadrans.

Dlaczego to robi? Bo pragnie zapamiętać dla ludzkości
zwyczaje i zachowania plemion, które poddawane
przysłowiowemu "ucywilizowaniu" zapominają o swojej
tradycji - lądując niestety na samym dnie drabiny
społecznej.
WC szuka miejsc gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja
zachodu, szuka ostatnich plemion indian, tam gdzie nie ma
władzy, granic, gdzie miejsce zamieszkania można zmienić
wyciągając z wody pale cumujące dom do dna rzeki.
Jego opowiadania są czyste, nie ma w nich zbędnych słów, a
jedyne lanie wody to któryś raz z kolei zaparzona Mate.
Co jeszcze dowiedzieliśmy się o WC - nie nosi butów,
chodzi po śladach przewodników, jadał rosołek z pędraków
wydłubanych z amazońskich zbutwiałych pni, lub szaszłyki z
tychże pędraków, jadł też małpy, które jada się w Amazonii
równie często jak u nas kurczaki. Drobna różnica polega na
tym, że w gotującym sie garnku widzimy rączki małpy
wyglądające jak ręce małego dziecka.

Przez cały czas spotkania WC raczył się wodą którą dolewał
do Yerba Mate (Yerba znaczy zioło - Indianie całą resztę
uważają za chwasty, twierdząc, że tylko Mate jest ziołem).
WC pije gatunek wprost z Paragwaju - święte ziele indian
Guarani - znane na całym świecie.
Mate zalewa się gorącą wodą, ma ono tyle aromatu że
wystarczy na 2 litry gorącej wody, którą dolewa się co
chwile do specjalnego kubka - guampy

Jeśli kiedyś zobaczycie na ulicy, że wszyscy dorośli mają
w ręce kubek (guampe), a pod pachą termos (oczywiście bez
czarnego mikrofonu w ręce) będzie to znaczyło nie mniej,
nie więcej jak to, że właśnie znaleźliście się w
Paragwaju, bo właśnie tam wszyscy dorośli obywatele chodzą
z termosami i nabitymi cybuchami guamp z których piją
Mate.

W trakcie spotkania kilkakrotnie pojawiał się wątek wiary
i pewności, że ktoś nad nim czuwa, nie pozwalając by stało
mu się coś złego w trakcie wypraw. Ktoś, komu żal, że to
co stworzył, to co było dobre, różniące się między sobą -
odchodzi w niepamięć. Ktoś, komu żal tego jak przypisuje
się do ludzi schematy postępowania, jak zastępuje się
naturę i odwieczne prawa - prawami ustanawianymi przez
ludzi.

W zapowiedzi spotkania napisałem, że trakcie jego
trwania odbędzie się projekcja niezwykłych fotografii z wypraw w
najdziksze rejony świata. Po ich obejrzeniu można się
jednak zastanowić nad tym chyba nie do końca szczęśliwym
określeniem - najdziksze rejony świata.
Faktem jest, że drogi w Polsce są już ciut lepsze od
tych, oglądanych na zdjęciach ...

... choć pamiętam, bywały czasy w naszej powojennej
historii - gdzie niebieskie autobusy wiozące ludzi - miały
równie wysoki standard :)

Taki obrazek co prawda u nas to rzadkość - tam - sytuacja
przedstawiona na zdjęciu - wliczona jest w koszty
przejazdu, a za brak współpracy można zostać ...
autostopowiczem.

Siesta i koniec! Czas dla siebie. W trakcie dnia, ale i
jeden dzień w tygodniu - należy sobie odpocząć.

Czas - uwierzcie - nie zachowywał sie normalnie w trakcie
tego spotkania. Wydawało się, że dopiero co WC wszedł boso
na scene - a tu już przyszło nam sie pożegnać.

Widać coś ciekawego znalazło się w prezencie jaki
przekazał temu znanemu podróżnikowi Zbigniew Przybyłowicz.

Na koniec - Wojciech Cejrowski poprosił zgromadzonych o
modlitwę Ojcze Nasz odmówioną w jego intencji.
Spotkanie to było jednocześnie promocją książki "Rio anaconda",
a raczej walką o nie :) gdyż rozeszły się jak świeże
bułeczki. Czy jednak mogło być inaczej, skoro w ciągu
pierwszego miesiąca sprzedaży zniknęło z półek 15 tysięcy
egzemplarzy tejże książki.

A tuż po spotkaniu ustawiła się dłuuuuuuuuuga kolejka po
autografy.



A na koniec - praktyczna uwaga dla gastarbeiterów lub
turystów podróżujących po Holandii :
Jeśli kiedykolwiek wyjedziecie do Holandii -
profilaktycznie lepiej zdjąć nogę z gazu. Nie będę może
Wam tego dokładniej tłumaczył, ale lepiej uwierzcie na
słowo. A Ci którzy byli na spotkaniu - zapewne będą
wiedzieli o co mi chodzi :)
Jeśli kiedykolwiek, gdziekolwiek, będziecie mieć okazję by
spotkać się z WC w realu - nie przegapcie jej! Ja tylko
mam taką cicha nadzieję, że jeszcze kiedyś WC odwiedzi
Andrychów. Ale obawiam się, że wtedy imprezę trzeba będzie
zrobić na stadionie.
Jarosław Skupień