Zapraszamy
Wszystkich

  Jak to dawniej bywało a jak jest
   Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie

Napisz do nas - biuro@kultura.andrychow.eu

 

Burmistrz Andrychowa
CKiW w Andrychowie
Parafia Św. Macieja
w Andrychowie
Parafia Św. Stanisława
w Andrychowie

zorganizowały
niedzielę
2 Września 2007


DOŻYNKI
GMINNE
2007

 

Spis treści - Dożynki 2007

 

Dożynki dożynkami. Zboże w stodole a do tego by z kłosa odzyskać ziarno jeszcze baaaardzo długa droga. No - może teraz ta droga jest już znacznie krótsza - bo w czasach kombajnów nikt nie używa już poniższych narzędzi do młocki.

O tym jak to dawniej bywało, historyczne i "konstrukcyjne" fakty dotyczące starych technologii młócenie zboża przedstawiła Prezes Stowarzyszenia Gospodyń Wiejskich : Czesława Wojewodzic - jedna z głównych Skarbników Wiedzy o tradycjach regionalnych Ziemi Andrychowskiej.

Na Placu Mickiewicza z pewnością byli tacy, którzy bardzo dobrze z dzieciństwa pamiętali ten sposób odzyskiwania ziarna z kłosów.

Ale - byli też pewnie tacy, którzy pierwszy raz na żywo zobaczyli jak wyglądała kiedyś praca rolnika. Dawniej tym, którzy musieli wykonywać tą ciężką pracę z pewnością do śmiechu nie było - ale świat idzie z postępem, zmieniają się zarówno maszyny i urządzenia w gospodarstwach jak i środki transportu którymi przewozi się snopy zboża :)

Z wykładu Pani Czesławy dowiedzieliśmy się, że cepy to proste narzędzia do ręcznego omłotu zbóż, składające się z dwóch części : dłuższej - dzierżaka i krótszej - bijaka, połączone rzemiennym wiązaniem. Pierwszymi cepami były po prostu zakrzywione kije. Następnym etapem ewolucji cepa :) było moczenie i rozluźnianie włókien drewna w 3/5 długości prostego kija - w taki sposób uzyskiwano ruchome połączenie dwóch jego części. Dalej - były już cepy dwudzielne.

Po zbiorze zbóż i dożynkach :) była tzw. młocka. Na początku wykonywano ją z pomocą bydła pędzonego po zżętym zbożu. Czyszczenie polegało na odwiewaniu plew na wietrze. Można sobie wyobrazić jak niskie uzyskiwano w ten sposób plony. Kolejnym etapem były cepy. Niby unowocześnienie - bo dalej było to bardzo pracochłonne zajęcie, trwające w dużych gospodarstwach nawet cały rok. Również w tym przypadku plon znacznie różnił się od tego, jaki z identycznej porcji zżętego zboża można uzyskać dzisiaj za pomocą nowoczesnego kombajnu. Cepy przetrwały w niezmienionej postaci aż do połowy XX w. Kolejnym udoskonaleniem było wynalezienie młockarni. Po młockarni oczywiście zapanowały i królują do dzisiaj kombajny.

Młócenie cepami miało trochę plusów :) Dawało słomę prostą, a tylko taka nadawała się do krycia dachów.

Czy młocka była prosta? Jak każde zajęcie - wymagała odrobiny wiedzy praktycznej. Prawidłowe młócenie cepem polegało na takim uderzaniu bijakiem w rozłożone na klepisku (lub innym twardym podłożu) zboże aby bijak uderzał w nie całą swoją długością. W przeciwnym wypadku ziarno ulegało zgnieceniu a młócący musiał się nieźle namęczyć - gdyż na bijak oddziaływały znacznie większe drgania, a i uderzeń musiał wykonać znacznie więcej by uzyskać porównywalny efekt w postaci tej samej ilości odzyskanego ziarna.

Najczęściej młócenie następowało poprzez naprzemienne uderzanie dwóch cepów - wymagało to oczywiście trochę wprawy i ... :) drugiego cepa :).

Do naszych czasów cep przetrwał nie tylko w Izbach Regionalnych i Muzeach - lecz również w słownictwie.

Często słyszy się powiedzenie - Proste jak budowa cepa. 

Czasami to określenie używane jest również do podkreślenia wyjątkowych zdolności percepcji osobnika płci męskiej :)

Ale wróćmy do żartobliwej prezentacji "współczesnej młocki"

Do młocki oprócz cepów potrzebny jest drugi młócący ...

... ech ta dzisiejsza młodzież :)

... wcale nie garnie się do pomocy schorowanym rodzicom ...

... Przerwa na reklamę stosownych maści :) na bolący kręgosłup

...  hmmm. Miałem co prawda takie zapędy ale - nie. Nie popełnię tego "podejrzanego czynu" jakiego dopuścili się graficy komputerowi przerabiając jednego z prezydentów płynącego łódką :)

Ale ... młocka już skończona i w poczuciu dobrze spełnionego synowskiego obowiązku - można wracać za Wielką Wodę do pracy która przyniesie zamiast malutkich ziarenek pszenicy - wielkie kokosy. 

Oprócz "lekcji młócenia", gdzieś między wierszami jak się zapewne sami domyślacie coś jeszcze popłynęło tego popołudnia ze sceny. Coś co zmienia się na naszych oczach we współczesnym świecie. Nie chodzi mi tutaj o sposób w jaki ludzie usprawniają i ułatwiają sobie pracę na roli. Zmienił się sposób postrzegania świata, ciężkiej pracy fizycznej, zdobywania pieniądza. W tym wszystkim zatracają się gdzieś więzy rodzinne, komunikacja międzypokoleniowa, relacja dziecko-rodzic, odpowiedzialność za ziemię swoich przodków, poszanowanie ich tradycji. Jak to jest. Mamy coraz nowocześniejsze środki produkcji, coraz szybsze środki transportu, komórki, internet, samochody, komputery, mieszkamy w wielkich osiedlach a tak daleko wciąż nam do tego by zrozumieć drugiego człowieka.

Jarosław Skupień

(c) wins