Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob. Był
to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła.
Miał siedmiu synów i trzy córki. Majętność jego stanowiło
siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset
jarzm wołów, pięćset oślic oraz wielka liczba służby. Był
najwybitniejszym człowiekiem spośród wszystkich ludzi
Wschodu.
Pewnego razu, szatan w rozmowie z Bogiem zapytał: Czyż za
darmo Hiob czci Ciebie? Ma wszak wszystko. Bóg zezwolił
szatanowi
doświadczyć Hioba, odebrać mu majątek, dzieci, zdrowie, by
sprawdzić prawdziwą siłę jego wiary. Długo Hiob walczył ze
swoją niedolą, doświadczony trądem starał się zrozumieć
dlaczego spotkało go tyle nieszczęścia. Nikt nie mógł
ulżyć mu w jego cierpieniach. Ogrom bólu nie spowodował u
Hioba zwątpienia. Próbowali je także zasiać w jego głowie
przyjaciele, twierdząc że nieszczęścia to kara za grzechy.
Hiob nie poddał się, wiedział, że cierpienie jego nie jest
zawinione. Zaufał Bogu i wytrwał w swojej wierze.
Bóg wynagrodził Hioba przywracając i pomnażając jego
dobytek oraz obdarzając go ponownie dziesięciorgiem
dzieci. Odtąd żył długo i szczęśliwie. Hiob uosabia sobą
niezawinione cierpienie, a także sens ludzkiej egzystencji
- dążenie do prawdy i sprawiedliwości.
Widowisko plenerowe oparte na tekście Karola Wojtyły -
papieża Jana Pawła II które zobaczyliśmy w Andrychowie
każdy pewnie odebrał po swojemu. Interpretacji wykonania
jest pewnie tyle ile osób je oglądało.
Teatr to wyobraźnia. Według mnie - a nie wiem czy celowo
właśnie w ten sposób wybrano miejsce przedstawienia -
miejsce i czas sztuki niejako naturalnie uzupełniały treść
przekazywaną nam przez aktorów.
Oto gdzieś we wszechświecie (ciemna noc)
pomiędzy pracą (AZPB), zabawą (Hala sportowa) i dniem
codziennym (bloki na ul. 1 Maja) rozgrywa się nasze życie.
Nad tym wszystkim jest jednak Bóg (wieża kościoła)
obserwujący z dala nasze zachowanie.

Tuż obok nas (obserwatorów spektaklu)
rozgrywa się gdzieś pośrodku tego wszystkiego - życie
codzienne, płynie czas (rzeka, ruch na ulicy), cudze
radości i smutki, tragedie.

Współczesne Hioby chodzą po ziemi,
podobnie jak odtwórca Hioba - Pietr Mikitiuk, na własnych
nogach.

Pozostali z głowami w chmurach spacerują
przez życie niejako ponad ziemią, na szczudłach wyobraźni,
towarzysząc Hiobom zdobywającym szczyty drabiny
społecznej.

Poruszając się pomiędzy kolejnymi
problemami spotykającymi ich na swej drodze.

Podobnie jak w przedstawieniu tak i w
życiu postępuje coraz większy brak kontaktu pomiędzy
Hiobami i światem zewnętrznym. Współczesne Hioby gromadzą
bogactwa które tak naprawdę są tylko papierem,
błyskotkami, łachmanami. Fortuna - to sztuczny ogień który
jest zimny i gaśnie równie szybko jak się pojawił.

Prędzej czy później przychodzą problemy,
nieszczęście zwątpienie. Spętani własnymi myślami
zapominamy o celu naszego stworzenia.

Hioby patrzą ze zdobytych przez siebie pozycji w dół...

... lecz to co było najważniejsze -
odchodzi i nie wraca.

Czas. Miłość. Życie.

Czy więc należy się poddawać? Czy jest w nas choć ułamek
Hiobowej mocy by odnaleźć właściwą drogę? Drogę na ziemię?
Drogę do Boga?

Każdy z nas jest takim Hiobem którego
życie lub Bóg (w zależności od światopoglądu) doświadcza
na swój sposób. Każdy z nas musi przejść tę samą drogę.
Znaleźć wyjście z bałaganu swojego życia. I tak naprawdę
każdy może zrobić to wyłącznie sam.

Mamy wybór. Możemy iść samotnie, otoczeni
szczelnie złudnym bogactwem, pełni pychy ...

Lub razem, boso po kamieniach, ale dumni z
wykonanego przez nas zadania, słuchając należnych nam,
zasłużonych braw.

No to może już wystarczy tych moich wizji sztuki
teatralnej niejako stawiającej kropkę po cyklu imprez Dni
Beskidu Małego - Dni Powiatu Wadowickiego zorganizowanej
przez Starostwo Powiatowe w Wadowicach, Burmistrza i Radę
Miejską Andrychowa oraz Centrum Kultury i Wypoczynku w
Andrychowie. Była zabawa, był śmiech, był i czas
zastanowienia się.
Karol Wojtyła napisał sztukę w 1940 roku
pod wpływem doświadczeń z września 1939 roku. Idea
spektaklu HIOB ukazuje próbę urealnienia świata,
przywrócenia przyjaźni i wzajemnego zrozumienia między
człowiekiem a Bogiem, odpowiedzią na pytanie co tak
naprawdę dostajemy, a co jest nam odbierane. Buduje wiarę
w sens naszego istnienia.
Wielkie brawa należą się aktorom. Lwowski Teatr
Woskriessinia powstał piętnaście lat temu, w wyniku
porozumienia się młodych aktorów z różnych miast Ukrainy,
którym nie wystarczał państwowy, akademicki teatr. Pod
wodzą doświadczonego twórcy Jarosława Fedoryszyna
postanowili stworzyć własną scenę. Teatr Woskriessinia
szybko podbił serca lwowskiej publiczności prezentując
światową dramaturgię, która nie miała szansy zagościć na
scenach oficjalnych. Wypracowano własną formułę sceniczną,
łączącą tradycyjne psychologiczne aktorstwo z nowatorską
formą. Artyści Teatru Woskriessinia prezentowali swoje
spektakle na festiwalach w Edynburgu, Nowym Sadzie,
Ljublijanie, Mariborze.
To dobrze, że Andrychów znalazł się na ich
drodze.
Jarosław Skupień