Zapraszamy
Wszystkich

 Shirley Valentine
   Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie

Napisz do nas - biuro@kultura.andrychow.eu

 


 

12 grudnia, w niedziele o godzinie 18.00 mieliśmy niewątpliwą przyjemność obejrzeć monodram w 2 aktach - SHIRLEY VALENTINE (Willy Russel) w reżyserii Dariusza Miłkowskiego. Scenografią (Jacek Zagajewski) sztuki była kuchnia jakich wiele na świecie.

Czterdziestoletnia kobieta - Shirley - zahukana i sfrustrowana żona całe dnie spędza właśnie w kuchni czekając z kolacją na powrót męża z pracy. Dzieci odeszły w świat, w pustym mieszkaniu, z braku lepszych słuchaczy samotna  przemawia do... ściany kuchennej. Milcząca postawa ściany pozwala Shirley na uporządkowanie przemyśleń o własnym życiu, dolach i niedolach małżeństwa i zagadkach macierzyństwa. Podsumowanie nie wypada imponująco. Przyjaciółka Jenny - feministka - która po rozwodzie z własnym mężem próbuje ułożyć sobie życie proponuje jej wspólną wakacyjną podróż do Grecji. Pełna obaw i lęków Shirley - postanawia po wielu rozterkach wyjechać z przyjaciółką. Próbuje powiedzieć mężowi o zbliżającym się wyjeździe... ale nie będę może do końca opowiadał przebiegu wydarzeń.

Mimo pozoru lekkości tej sztuki, która miejscami aż tryska humorem i ironią porusza ona najczulsze struny naszego życia.

Fundamentalne pytanie "co autor chciał nam powiedzieć"?

Zabiegani, zapracowani, zaszczuci przez otaczające nas zewsząd obowiązki, reguły i nakazy - powszedniejemy. Gubimy swoje własne "Ja" zapominając o czasach w których realizowaliśmy własne marzenia, wspólnie z naszymi bliskimi. Mąż - traktujący nas jak maszynę do prania, pieczenia, gotowania, sprzątania? Żona - traktująca nas jak źródło swoich porażek i samotności? Dzieci - traktujące nas jak służbę i bankomaty? Przyjaciół - traktujących nas jak piąte koło u wozu?

Czwartek kotlet mielony, kolacja na stole powinna czekać na męża?

W małżeństwie jest jak na Bliskim Wschodzie. Konflikty pozostają przeważnie nierozwiązane.

I po co ja brałam ten bilet do Grecji?

Córka znowu chce się wprowadzić do domu?

Kiedyś byłam Shirley. Shirley Valentine. Co się z tamtą Shirley stało?

Shirley ostatkiem sił porzuca dotychczasowe życie, nie godzi się z faktem, że wszystko co najlepsze ma już za sobą. Próbuje odnaleźć swoje "Ja". Podczas sztuki pada pytanie o procent wykorzystania naszego życia, o to jak długo jesteśmy w stanie żyć aktywnie nie godząc się z szarą rzeczywistością.

Czego nas może nauczyć Shirley?

Nie bądźmy zbyt pewni tego co mamy. Z pozoru stabilne i trwałe domy pełne rytuałów rodzinnych prędzej czy później runą. Życie według utartych schematów - powszednieje, robi się nijakie, rutyna zabija chęć zmian, niszczy wszelkie uczucia.

O czym więc jest ta sztuka? Myślę, że ukazuje nam niebezpieczeństwo jakie grozi naszym rodzinom gdy popadając w codzienność zapomnimy o marzeniach które kiedyś były dla nas wszystkim i o uczuciach o których czasami możemy zapomnieć.

Najważniejsze zostawiłem sobie na koniec. Przed Andrychowską publicznością wystąpiła Małgorzata Gadecka, która przez blisko 2 godziny sprawiła że to my, publiczność zgromadzona w Miejskim Domu Kultury - przeżywaliśmy jej rozterki, na bieżąco pewnie robiąc własne "rachunki sumienia"

Z pewnością nie był to stracony wieczór. W idealnych proporcjach zostały wymieszane : humor, rozterka, zaduma i nadzieja - tworząc niepowtarzalnego "drinka" którym "upiła" się tego wieczoru sala andrychowskiego MDK

Wielkie Brawa dla Pani - Pani Małgorzato !!!

Nie tylko ja tam byłem i "drinka" do dna wypiłem.

Jarosław Skupień

(c) wins