|
|
WIERSZE NAGRODZONE I WYRÓŻNIONE
W XXXII KONKURSKIE
NA WIERSZ O TEMATYCE DOWOLNEJ
ANDRYCHÓW 2006
Fotoreportaż oraz wyniki Turnieju -
kliknij tutaj
|
Marcin Makowski |
Ballada o
przemijaniu
te popioły to miasto sodoma
a tutaj jest stargard i są mewy
na ulicy wyszyńskiego chodnik zaprasza
do klubu blue sky pełnego młodości
powietrza i światła
dwa metry obok pod lipą czarowny monopol
24h po 3.50 12.90 i czego dusza zapragnie
oto romeo w klubie blue sky i julia
dusi się w kiblu
oto zabawa i ślepa przyszłość
pojedynki na szable kastety o dziewice
dziewczę bladoróżowe z pergaminową cerą
a tutaj jest stargard i są mewy
i ulica tańczy śpiewa
nie słysząc chłopca który szepce
do jednodniowych władców
sire tu moras
panie ty umrzesz |
New York
z notatnika odnalezionego na Fulton Street
nieopodal East River
który zawieruszył się między rybami i pachnie Nowym
Jorkiem
PS notatnik ten nigdy nie został napisany
dorastałem z tym miastem na dachach czynszówek
wodne zbiorniki i wielka reklama Marlboro o którą
oplótł sieć człowiek pająk jak ścigał goblina
to moje komiksy
za szafą 50 dolców na czarną godzinę
pani Baker (ona była stara i bogata) powiedziała
chłopcze zrób coś ze sobą bądź jak Park Avenue jak
42-druga
jak Time Square w milenium jak ta wielka świecąca kula
wytaczana co roku to jest Ameryka chłopcze tutaj
marzenia
umierają pod chodnikami tutaj dusisz się i oddychasz
tym samym powietrzem Wall Street ma pstrokate szelki
bądź dumny jak Empire State doświadczony jak rany
po bliźniaczych wieżach patrz zielonym wzrokiem z
Liberty Island
jak płyną jachty jak mijają mosty bądź zmienny niczym
światło
skaczące po szklanych domach Lower Manhattan
wejdź do metra i posłuchaj
Bóg śpiewa na szynach Sinatrę
głowa do góry chłopcze
mam na imię Hope i jestem Coca-Cola
Rangersa Islanders Knicks
i Yankees
NY Post NY Times New Yorker
jestem symbolem
jestem $ymbolem |
Siedem bajek na rue de rosa
usiądź na kolanach i bądź jak ta noc
co nie głuchnie a powinna być głucha
opowiem ci o dniu
o kawiarni w paryżu
paryskiej kawiarni "siedem bajek" na rue de rosa
w płaszczu z dymu fajek po prawej kopciuszek
w żółtej sukni i szczerbata królewna śnieżka
topnieje w rogu podpierając pijaną baletnicę
serce na bagnecie ołowianego żołnierza straciło wyraz
piotruś pan trzyma łokcie na ladzie
rzuca zgraną talię w twarz kubusia
(ale on jest myślami w ciepłym miodzie)
figaro przybiegł z wesela
był inny
prawdziwy
mimo to
zaśmiał się
i zaśpiewał
o swoim nieistnieniu |
| Dominika Mikluszka |
Ach ta mama
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Urodzić tyle dzieci
i wychować na ludzi
- to się trzeba
mozolnie natrudzić.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Pampersy, kołyska, wanienka,
smoczek, oliwka, sukienka,
kąpiel, karmienie i pranie
oraz zupek gotowanie.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Czytanie książeczek,
ubieranie laleczek,
robienie loków
i pierwszych kroków.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Za rączkę spacery,
kolorowe desery,
na czterech kółkach rowerek
i na drutach sweterek.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Malowanki, kredki, plastelina
czasem kwaśna mina.
Kolczyki, pierścionek, wisiorek
wieczorem paciorek.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Elementarz i pierwsze literki,
zeszyty i pierwsze cyferki.
Pióro, ołówek i farby plakatowe,
Tornister i trampki firmowe.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Lektury, wycieczki,
przyjaźnie i sprzeczki.
Rower, łyżwy oraz narty
i jazda nie na żarty.
Ach ta mama
co ona z nami miała...
Adrian Smaza |
Tęsknota
Obudziłem się w bardzo złym humorze.
Było szaro i smutno na dworze.
I słońce świecić też nie chciało,
a na dodatek mocno wiało.
Wtem zobaczyłem czarną chmurę,
a w głowie myśli wciąż ponure.
Z łóżeczka wstawać się nie chce,
miła poduszka brodę łechce.
Wstawaj już chłopcze, czas do szkoły.
Dzieci niosły drogą słomiane chochoły.
Musimy wiosnę dziś powitać,
mimo że nigdzie jej nie widać.
W końcu powoli z łóżka wstałem,
ale niechętnie się ubrałem.
Nie miałem chęci na śniadanie.
Poszedłem na wiosny powitanie.
Wyszedłem przed dom - na podwórze
i skaczę sobie przez kałuże.
A z nieba śnieżek biały pada,
więc wiośnie przyjść nie wypada.
Ponura zima odejść nie może,
choć czeka na nią wielkie morze.
I każdą rzekę skuwa lodem,
chyba odjedzie samochodem.
Nagle zza chmury słońce wyjrzało
i całe niebo pojaśniało.
Samopoczucie się poprawiło,
a w sercu zaraz cieplej było. |
| Kinga Babik |
Grający młyn
W pewnym mieście - Orkiestrzynie,
Gra fortepian w starym młynie.
Daje dziś swój koncert wielki,
Zamęt tam istnieje wszelki.
Bębny stają napuszone,
Nie śmią spojrzeć w tamtą stronę.
Po cóż robić ten zgiełk cały?
Hałas przy tym jest niemały.
Skrzypce swe napięły struny,
Harfa mało nie pęknie z dumy.
Chciałaby skrzypcom wtórować,
Dźwiękiem swym akompaniować.
I zaczęła grać cichutko,
Najpierw słabo i wolniutko.
Pochwyciły ton puzony,
Bęben bębnił jak szalony.
Dołączyły się też flety,
Potem trąbki i klarnety.
Sam fortepian dyrygował,
Talentu swego nie marnował.
I tak wszystkie instrumenty,
Bez przymusu i zachęty,
I czy duży, i czy mały
W tej orkiestrze wszystkie grały. |
| Bartłomiej Janosz |
Szczupak i Płotka
W pewnym jeziorze żył szczupak stary
Z racji swego wieku nosił okulary.
Był bardzo leniwy i ociężały,
Toteż płocie małe się z niego śmiały.
Szczupak cierpliwość swą w końcu stracił
I drwiącym rybkom srogo odpłacił.
Ukrył się w trzcinie, poprawił minę
Szykując w brzuchu już dla nich gościnę.
Płotki beztrosko sobie pływały
Zbliżającego się niebezpieczeństwa nie przeczuwały
Więc nie bądź taką płotką w swym życiu
I nie drwij z innych nawet w ukryciu. |
|
Piotr Biegasiewicz |
Elegia o Kaczmarskim
żyłeś
jak wiersz odchodzący w ciemność pod
drewutnią z dziurawą podłogą w pobliżu pajęczyny
wydrapanej oczami albatrosów zagubionych
na morzu szaleństwa niedokończonych epitetów
barbarzyńców zamieniających wodę w
cierpienie mózgu podłączonego do kosmicznego zegara
powieści zapisanej butelkami taniej wódki
pokoju wynajmowanego za pieniądze z paszkwili
dadaistycznych warzyw buntu ciastek świata
nieprzedstawionego ukrytego za zasłoną jutrzenki
ogarniającej całe zło śmierci bo noc nadnaturalnie
pulsuje odpowiedziami na które czekaliśmy w nicości
wśród nieużywanych śmieci rozbitych intelektów
nieodkrytych dyskusji o świętych księgach papieru
toaletowego spłukiwanego przy salwach
papierosów matron zrujnowanych umysłów ostrożnie
dawkujących talent
teraz należysz do mojej skórzanej kurtki zapomnianej w
londyńskim metrze nie ma cię
jesteś martwy |
list nerudy do żony matyldy
listku róży dziś straciłem nadzieję szaleństwa obok erosa
wykuwającego
z dala od nieobecnych spojrzeń w skale andyjskiej
kogoś tak pięknego jak ty
w strugach deszczu tworzył wnętrze wystarczająco duże by
zmieścić nas oboje
zaułki jarzącego balsku wiosny kładącej radość na naszych
twarzach
bramy do królestw gdzie milczenie nocy przetrwalibyśmy bez
łez
kiedy bóg przestał wtrącać się w twoje ciało zacząłem
bredzić
pisząc w zachwycie o tobie |
| Kacper Adamus |
Alternatywa
W sekundzie przepływu informacji trwając,
zachciankom neuronów podporządkowani,
stojący obok siebie - wyalienowani
płaczemy, krzyczymy ust nie otwierając
I jeden po drugim na ziemię padając
szarpiemy powietrze myśli synapsami,
we własnym mikro-świecie pozamykani
leżymy i konamy o nic nie pytając
I w końcu umieramy, ziemia nas wchłania
na grunt pod nowe "sadzonki" przeznaczając.
Jesteśmy surowcem do wykorzystania
I tak na świecie nic się nie zmienia,
na krwi znów rosną nowe pokolenia
w sekundzie przepływu informacji trwając... |
| Jolanta Kuc |
Anty-Romeo i Julia
Nie opowiem Ci historii
nieszczęśliwej miłości.
Za dużo ich.
Romeo i Julia.
Tristan i Izolda.
... i ...
Powiem o Aniele,
który miłość tę zesłał.
Na początku
na ciemnym niebie,
widać błysk jeden.
Pierwsze spojrzenie.
Później spada kilka piór.
Zupełne zdziwienie.
Skrzydło w delikatnym
mgnieniu.
Dotyk rąk.
Twarz anielska
Nad twarzą zakochanych.
Spotkanie
pod północnym księżycem.
Oddech na policzku.
Pierwszy pocałunek.
Potem droga -
długa i kręta,
w cieniu anielskich skrzydeł.
Trzepotanie białego sukna
w odlocie.
Pożegnanie.
I kilka srebrzystych piór,
by móc żyć.
|
| Anna Piliszewska |
jeśli osuszą nasz staw
jeśli osuszą nasz staw
nie będzie można brodzić w zielonkawej wodzie
płosząc w rzęsy dywanie ławice kijanek
i nazywać grążele kwiatami lotosu -
zatrzaśnie się na zawsze turkusowa brama
od cienistej Arkadii
zniknie czas odmierzany pałką tataraku -
odwróconym magicznym wahadłem zegara
i tylko siny księżyc niezmiennie i wiernie
będzie wschodził nad brzegiem w pancerzu z betonu
unosząc brwi srebrzyste w bezbrzeżnym zdumieniu
|
* * *
czekanie na Nieznane
ma coś w sobie
z pisania traktatów na piasku
zdmuchiwania ich
nagle przed upływem myśli
i z niepokoju chmur
podbitych oszukańczą bielą
o konsystencji jabłkowego musu
z nagiej ciszy -
zwiastunki wielkiego wybuchu
naraz widzę -
spadają oceany płatków
kwiatów śniegowych drzew
tańczących jak weselny welon
do wysrebrzonej kory
przymarzają ptaki -
gasnąc
w powolnych ruchach
jeszcze dziobią sól |
być
chwytam twoje spojrzenia
w garść snu
niczym ziarna zboża
nie mów misiu że dla mnie
zamordujesz smoka
wiatr wbiegł od strony grobli
rozmierzwił ci włosy
przywiał srebrzysty kurz
i cisza się przędzie jak len
może właśnie tej nocy
ostry sierp wykosi
ostatnie ślady posiwiałych ostów
co za naszym domem
zakrzywiły pazury
nie mów misiu że dla mnie
się staniesz
Waligórą Tristanem obłokiem
przecież czasem dla siebie
wystarczy po prostu
być |
| Antonina Sebesta |
Utrata
już nie mieści się z Jezuskiem
na kolanach Marii
spaliło się drewniane niebo
i dziadziuś siwobrody
od pierwszej komunii
wie tylko, że
według badań psychologów amerykańskich
silna wiara
przedłuża życie
średnio o siedem lat |
Historia
ruda rozpacz
ogarnia dolinę
zgliszcza lata
dopalają mgły
wojenny cmentarzyk
wyraźnie linieje
wrzosu płomyk
zalewa deszcz
omijając
żmije gałązek
odchodzimy po mchu
aby nie niepokoić
wiecznego spokoju |
Świadomość
na ziemi
zachwaszczonej historią
jestem tylko
strachem na wróble |
| Karmena Lidia Cisak |
Idę...
Nie szukam
wczorajszego dnia
ani jutrzejszej nadziei
Choć idąc po drogach
omijam mrówki,
biedronki i chrząszcze
Uważność moich kroków
nie czyni mnie lepszą
To stare przyzwyczajenie
sprawia jednak
że wciąż
czuję w sobie
miłość do życia
mimo że
ukryłam ją
w chitynowym pancerzu
samotności |
I '''
Córce i M.
Człowiek jest struną
w harfie świata
Drży,
gdy muśnie ją wiatr życia
Szarpana
rozpaczliwie pęka
Lecz
delikatnymi palcami
muskana cierpliwie
miłośnie
potrafi
wydać dźwięk
czuły
niezwykły
Spróbuj... |
| Marek Zabiegaj |
Portret wiosny
żonie
Z cmentarnego krzyża
zgarniam
spatynowany czas,
nazwy tak trudno
wracają do rzeczy,
na peryferiach zmierzchu
stygnie teraźniejszość
pamiętam kiedy na kuchennym stole
kładłaś pierwszą gałązkę bazi
a w Twoich oczach było wszystko co
być powinno, żeby uwierzyć w wiosnę.
Na próżno z mgły świateł wbitych
w odległy horyzont, składam obraz
z wiosennym uśmiechem
Twoich oczu,
powstaje portret nieludzko
zmęczonej twarzy świata,
nadając światu
prawdziwie ludzką twarz.
I tylko ta łza łasi się do oka.
Nie wierzę .....w wiosnę. |
| Ireneusz Żmija |
Majowy wiersz
blada poobijana
sina jak rzeżucha
z butelką pod pachą
z półlitrem wolności
w roztrzęsionych rękach
włóczy się po rowach
Polska rozchełstana
z chrypką na pierwszego
-jutrzenko wypłaty
-litanijo czkawki
-gorączko swobody
od pierwszego do trzeciego
chorągiewki jak zawsze
raz tak raz inaczej
na ulicach
białe orły wyszywane
z szalików z ornatów |
Ojcowie
Ojcowie zabiegani o wolność i honor, i ojczyznę,
O chleb, miłość kobiety i im podobne rzeczy powszednie.
Zawsze brakowało czasu, by walczyć o miejsca w litaniach,
O szczyty świętości. Wystarczała szara przyzwoitość.
Patronuje im Józef z Nazaretu - wśród ojców ostatni
święty.
Ale jego świętość, cóż to za świętość?
Jak ta z obrazu nazaretańskiej Rodziny w moim kościele:
Ledwie mieszcząca się w tle, schowana za plecami
Jaśniejącej i pierwszoplanowej Maryi z Dzieciątkiem.
Nie można więc powiedzieć, by dał dobry przykład.
Zapewnił dach, warsztat i parę sandałów,
Może jeszcze jakie takie wykształcenie.
Żadnego traktatu, poematu czy skrzydlatej myśli,
Nic oryginalnego, na przykład - dzieło sztuki, choćby
użytkowej.
Jakaż tu zasługa? Szczęście, że miał Syna.
Inaczej się to wszystko mogło potoczyć:
Obojętność Pisma, zachłanne milczenie obrazów. Wieczne
tło.
|
| Rafał Jaworski |
Patron sugerowany każdemu
Od lat fascynuje mnie Apostoł Juda Tadeusz,
patron spraw beznadziejnych.
Wybór idola był subiektywny,
żadnej presji.
Królowi Edessy przyniósł święty Mandylion,
zapewne Całun Zbawiciela.
Władca ozdrowiał, chrześcijaństwo w mieście
wybuchło setkami kościołów, tysiącami
zapewne zbawionych wyznawców
i szybko obumarło.
To wszystko jest niespójne:
jak moje wnętrze jest zbudowane na niepewności,
sile tradycji, chciejstwie i szlachetnym akcie,
bądź co bądź -
przekory.
Juda jako młody mężczyzna miał długie włosy
i kędzierzawą bródkę. Chodził boso.
Powinien być patronem hippisów lub innych
buntowników z powodami ciężkimi od powodów.
Odmówię do niego nowennę.
To ma sens, by sens
odzyskać. To także wskazówka,
dla wielu tych, co myślą,
że już chwycili Pana Boga
za
choćby
jedną nogę -
tę kroczącą.
|
| Andrzej Ziobrowski |
cierpienia Vincenta
pijany słońcem Vincent
odkrywa nowy odcień żółci
z oczami pełnymi łez
dziękuje Bogu
za ten delikatny i ciepły ptasi kolor
który od niedawna był tylko marzeniem
otrzymał go w darze
z głębią rzuconą przez intensywne światło
kwitnącej Prowansji
jego słoneczniki teraz płoną
i są dowodem iż warto mierzyć się
z udręką i szaleństwem
które zesłał mu los
ten słoneczny dzień
zapisze się w annałach malarstwa
na zawsze i trwale
ale o tym Vincent jeszcze nie wie
gdy idzie wiejską polną drogą
ze sztalugą pełną słońca
i oceanem falujących maków |
|
Sylwia Pawłowska |
Wypracowanie
Tytułem stało się oczekiwanie.
Zdecydowanie nieprzemyślane,
niezaplanowane z pewnością.
(pierwszy akapit - że to niby wstęp...)
Ból i krzyk.
Śpioszki w granatowe baloniki.
(drugi akapit - rozwinięcie)
Tu zaczyna się groteska.
Szum fal,
drożdżowy placek z rabarbarem,
mżawka,
zeszyt, książka,
słońce,
indeks,
pisanki,
śmierć,
zeszyt, książka,
słońce
.....
TY.
Teraz kocham Ciebie.
(Do końca niedokończonego wypracowania:
zeszyty, książki,
słońce.
Powiedz mi, czy jeszcze będziesz???)
(trzeci akapit - zakończenie)
Nie wiem kiedy.
Nie wiem jak.
Główna bohaterka zostaje gwiazdą
na jednej z ciemnych stron księgi nieba.
|
|
Stanisław Sikor |
Jurorom
Z cyklu "Ludzie"
Przeglądacie wiersze
nadesłane na konkurs poetycki
"Pisane po drodze"
i czujecie się trochę jak Pan Bóg
na Sądzie Ostatecznym
a przecież macie tylko razważać
celność słów na kartkach a nie
rozpiętość skrzydeł autorów.
|
|
Monika Langner |
Żeby***
Nienawidzę cię
Moje wnętrze - jak precyzyjny Express Lodowy '1
Żeby się nie spóźnił
wkraczam w
misterną
ciemność
Jungfraujoch '2
Muszę wy
rzu
cić z pociągu wszystkie pretensje do Ciebie
żeby przynieść ulgę wypchanemu bagażowi pamięci
Mrocznej chwili TrAns-Gresji
Towarzyszą krzyki, <- ją <- ca <- wra <-
<-po w )e)c)h)u(e(c(h(u( tunelu
Rytm szwajcarskiego zegarka został na chwilę `~zak
`~łó`~co`~ny ~`
To już ostatni dziewięćdziesiąty - pierwszy tunel
Pod
mostem zostały nasze sprawy
N A D
przejeżdżam n i m i w śniegu i słońcu
już ZAWSZE będzie Ś w I e C i ć, a drzew ZAWSZE ZIELONYCH
nikt nie zetnie!
St. Moritz
Davos
Chur
Aż wreszcie
Zermatt '3
Jestem W O L N A
Jużnieszukam!
Niedziela 20 marca 2005
1. Tzw. Eisenbahn tłumaczone jako Express Lodowy na pewnej
trasie wycieczkowej w Szwajcarii
2. Najwyższy szczyt w Bern
3. To tylko niektóre miasta na trasie Expressu Lodowego
|
Nagrodzonych wierszy można wysłuchać na dołączonej do
tomiku wierszy wydanych przez CKiW płycie CD

|
|